Artykuły dla tagu: ‘vivus’

Rośnie rynek chwilówek.
Zagraniczne firmy pożyczają nam coraz więcej

W potencjał polskiego rynku pożyczkowego mocno wierzy niemiecki Kreditech, właściciel Kredito24.pl. Niemcy pozyskali spore finansowanie, ok. 40 mln dol. od kilku dużych funduszy inwestycyjnych. Od 25 do 30 proc. tej kwoty trafi do polskiej spółki córki.

Katarzyna Małolepszy, menedżer Kredito24.pl, tłumaczy, że część zostanie przeznaczona na kapitał pożyczkowy, a część na działania marketingowo-reklamowe.

– Celem jest pokazanie naszej oferty większej grupie konsumentów. Pieniądze pójdą m.in. na kampanię telewizyjną oraz inwestycje w zmodernizowanie systemu, dzięki któremu będziemy w stanie szybciej realizować przelewy – wyjaśnia Małolepszy.

Dzięki inwestycjom firma chce zwiększyć udział w rynku do 30 proc. (Kredito24 ocenia go dziś na ok. 22 proc.). – W segmencie pożyczek do 2000 zł plasujemy się na drugim miejscu. Docelowo chcemy być pierwsi. Liczymy, że pozyskany kapitał pozwoli nam to osiągnąć – mówi Katarzyna Małolepszy.

W naszym kraju inwestuje też Wonga.com, brytyjski potentat rynku pożyczek niebankowych. Ostatnio podwyższył kapitał polskiej spółki z 1 mln do 10 mln zł. – Oczekiwania są takie, że zbudujemy stabilny biznes na potrzeby lokalnych klientów. Mamy sporą niezależność w tym względzie – mówi Marcin Borowiecki, dyrektor zarządzający Wonga.com w Polsce. Podkreśla, że umacnianie się konkurencji mu nie przeszkadza. – Staramy się robić swoje, wsłuchiwać się w głos klientów i odpowiadać na ich potrzeby. Dokapitalizowanie konkurencji niespecjalne nas zajmuje. I tak wygra najlepszy produkt – dodaje.

Planów dofinansowania swojej polskiej spółki nie mają właściciele Vivusa.pl. Ale Beata Szwankowska, dyrektor zarządzająca firmy Vivus, też jest zdania, że dla zagranicznych inwestorów polski rynek jest perspektywiczny. – Szczególnie w kanale internetowym, możemy więc spodziewać się dodatkowych inwestycji w najbliższym czasie. Firmy, które weszły na rynek w ostatnich dwóch latach, działały dotychczas bardzo ostrożnie: budowały model ryzyka i obserwowały zachowania klientów. Teraz poczuły się już pewnie i mogą zwiększyć skalę działalności – tłumaczy.

Zagranica inwestuje w swoje spółki w Polsce mimo powszechnej opinii, że rynkowi zaszkodzą nowe przepisy antylichwiarskie, które szykuje Ministerstwo Finansów. Mają one ograniczyć pozaodsetkowe koszty kredytów i pożyczek (np. z tytułu dodatkowych opłat za rozpatrzenie wniosku czy ubezpieczenie) i koszty windykacji. To, jak twierdzą przedstawiciele firm, uderzy właśnie w segment chwilówek, gdzie dodatkowe opłaty są relatywnie wysokie.

Dlatego równolegle z dokapitalizowaniem w firmach trwają intensywne prace nad rozszerzeniem oferty również o pożyczki długoterminowe spłacane w ratach. Wprowadzają je Kredito24 (pod marką Zaimo), Vivus (Zaplo.pl) i Wonga.

– Wydłużamy okres finansowania i różnicujemy ceny pożyczek, uzależniając je od profilu klienta, czyli jego charakterystyki, jaką widać np. w danych BIK. Najlepsi klienci dostają najniższe ceny, tych z gorszą historią motywuje to do poprawy swojej sytuacji. Co do wydłużania pożyczek: oferujemy już produkt na 60 dni. To dość długo jak na segment rynku, w którym działamy. Zastanawiamy się, czy nie pójść krok dalej – przyznaje Marcin Borowiecki z Wonga.com.

Coraz bogatsza oferta pożyczek ratalnych ze strony firm chwilówkowych to wyzwanie rzucone liderowi rynku pożyczkowego w Polsce – firmie Provident. Dotychczas brytyjski gigant trzymał się z daleka od pożyczek krótkoterminowych. Ale działania chwilówkowej konkurencji nie pozostają bez wpływu na jego strategię. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że Provident zamierza rozszerzyć swoją działalność o pożyczki krótkoterminowe. Ma ich udzielać pod marką Walnut. Przedstawiciele brytyjskiej spółki na razie nie chcą udzielać informacji na temat tego projektu. – Prowadzimy wiele projektów biznesowych równocześnie. Ich szczegóły są poufne. Kiedy prace nad jakimś projektem są finalizowane, chętnie dzielimy się tym z rynkiem, ale na tym etapie byłoby to niewłaściwe – stwierdził Nick Jones, rzecznik grupy IPF, która jest właścicielem polskiego Providenta.

Planowany ruch lidera rynku pożyczek chętnie komentuje jednak konkurencja. – Właściwie to nie rozumiemy, dlaczego Provident tak długo utrzymywał tylko jeden produkt i dopiero teraz rozważa wejście w pożyczki krótkoterminowe. Dla nas było oczywiste, że mikropożyczki i oferta ratalna uzupełniają się, więc weszliśmy na ten rynek, jak tylko byliśmy gotowi od strony IT. Dzielenie rynku na długi i krótki termin jest sztuczne. Współpraca z jedną firmą jest też korzystniejsza dla klientów, bo pozytywna historia spłaty poprzednich pożyczek buduje wiarygodność klienta – komentuje Beata Szwankowska.

Również eksperci są zdania, że Provident, aby dalej się rozwijać, musi sięgnąć po nową grupę klientów. – Provident i Vivus są liderami w swoich segmentach rynku, które mają jednak ograniczoną głębokość. Mam wrażenie, że obie firmy doszły do ściany. Ich dalsza ekspansja będzie możliwa tylko pod warunkiem wyjścia poza dotychczasowe kręgi klientów – uważa Łukasz Gębski ze Szkoły Głównej Handlowej.
 
Nie tylko Polska walczy z lichwą
Przepisy antylichwiarskie, mające pomóc w kontrolowaniu działalności drapieżnych firm pożyczkowych, obowiązują m.in. w niemieckich landach i w Hiszpanii, gdzie pierwsze tego typu regulacje wprowadzono już na początku XX w. We Francji ustawodawca określił maksymalny poziom opłat pobieranych od pożyczkobiorcy na 133 proc. średniej stawki naliczanej w poprzednim kwartale przez instytucje kredytowe.

Kanadyjskie przepisy określają górną granicę rocznego oprocentowania na 60 proc. W Japonii zgodnie z kodeksem cywilnym roczne oprocentowanie może wynosić 15–20 proc. (w zależności od kwoty głównej). Z kolei w przypadku odsetek od przeterminowanych płatności ustawowy limit określono na 1,46–krotność powyższej opłaty, czyli 21,9–29,2 proc.

W Wielkiej Brytanii nie ma przepisów ograniczających wysokość opłat pobieranych przez pożyczkodawców. Tak jak w Czechach, gdzie projekt ustawy upadł w toku prac w 2009 r.

Antylichwiarskie przepisy uderzą w ubogich.
Stracą dostęp do pożyczek.

Młodzi, ale bez stałego zatrudnienia, oraz ci, którzy biorą niewielkie kwoty na zaspokojenie podstawowych potrzeb, mogą stracić dostęp do pożyczek.

Wprowadzenie limitów na koszty udzielanych pożyczek w wersji proponowanej przez Ministerstwo Finansów negatywnie odbije się na rynku – twierdzi Andrzej Roter, dyrektor generalny Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych. MF chce ograniczenia kosztów pozaodsetkowych (np. opłat za rozpatrzenie wniosków czy z tytułu ubezpieczenia), bo uważa, że firmy pożyczkowe za głęboko sięgają do kieszeni klientów.

– Zjawisko wykluczenia z rynku kredytowego pojawi się z całą pewnością. I będzie dotykało najmniej zamożnych konsumentów, bo są to, co do zasady, klienci najwyższego ryzyka. Potrzebują małej kwoty na krótki czas lub większej, pożyczonej na dłużej – ocenia Roter.

Firma Vivus, lider pozabankowych pożyczek udzielanych przez internet, szacuje tę grupę potencjalnie wykluczonych na ok. 400 tys. osób. Taki będzie skutek wycofania z oferty pożyczek poniżej 800 zł, których nie będzie się opłacało udzielać po wprowadzeniu limitów.

Według Marka Bosaka z Vivusa problem niekoniecznie musi dotyczyć osób o niskich dochodach i przekredytowanych, których faktycznie należałoby chronić przed dalszym zadłużaniem. – To głównie klienci, którzy zostaną wykluczeni ze względu na charakter pracy – brak stałej umowy. To pracownicy tymczasowi, sezonowi, zatrudniani przez firmy pośrednictwa pracy. Oni nie mogą liczyć na kredyty bankowe i oferta firm pożyczkowych była dla nich jedyną dostępną. Co ważne, rodzaj umowy o pracę nie wpływa na jakość spłaty, to są klienci wyjątkowo dobrze pilnujący swoich zobowiązań – podkreśla Bosak.

Dalej w swoich szacunkach idzie Jarosław Chęciński, dyrektor wykonawczy w Profi Credit. To firma z drugiego bieguna: specjalizuje się w pożyczkach długoterminowych (średnio 40-miesięcznych) w wysokości 4–5 tys. zł.

– Po wprowadzeniu ustawy musielibyśmy ograniczyć wielkość pożyczki do 1–2 tys. zł, a czas kredytowania skrócić do dwóch lat. To spowoduje wzrost pojedynczej raty do poziomu przewyższającego możliwości naszego klienta. Oceniam, że nasz biznes może zostać ograniczony nawet o 80 proc. – szacuje Chęciński. Jest dużym pesymistą w ocenach skali wykluczenia na całym rynku pożyczkowym. – Według niektórych wyliczeń pożyczki pozabankowe wzięło 2 mln Polaków. W mojej ocenie skala wykluczenia może być większa niż 400 tys. osób – może sięgnąć nawet miliona. Tylko przez bazy Profi Credit przechodzi ok. miliona osób potencjalnych klientów, z których zaledwie 50 tys. dostaje pożyczkę – kończy.

Kto jest zagrożony? Chęciński wyróżnia trzy grupy klientów. Emeryt lub rencista, w wieku ok. 65 lat, z dochodami rzędu 2 tys. zł brutto miesięcznie. Druga grupa to osoby w wieku 40–50 lat, zatrudnione na etacie, z dochodem powyżej 2 tys. zł, ale mający inne zobowiązania finansowe, przez co nie mogą uzyskać kolejnego kredytu bankowego. Trzecia, najbardziej ryzykowna, to osoby między 30. a 40. rokiem życia, pracujący na podstawie umów śmieciowych, o niskich dochodach lub negatywnej historii kredytowej.

Najbardziej ostrożnie skutki wprowadzenia przepisów antylichwiarskich ocenia firma PwC w swoim raporcie sfinansowanym przez lidera rynku – firmę Provident. Według wyliczeń PwC wprowadzenie limitów spowoduje, że nierentowne staną się pożyczki do 500 zł udzielane na góra trzy miesiące. To oznacza koniec dla 14 proc. oferty (pod względem liczby zawieranych umów). Zgrubny szacunek (na podstawie danych od dwóch liderów głównych segmentów rynku, którzy łącznie obsługują 1,4 mln klientów), te 14 proc. odpowiadałoby liczbie ok. 200 tys. pożyczkobiorców.

Według Macieja Skuza, dyrektora departamentu badań i analiz w Providencie, możliwe są dwa scenariusze. Pierwszy: firmy pożyczkowe utrzymają w ofercie niskokwotowe pożyczki mimo ich nierentowności, bo jest to dla nich sposób na przyciągnięcie klienta i przetestowanie modelu oceny ryzyka. W drugim scenariuszu pożyczkodawcy wycofają takie pożyczki z ofert. Konsekwencje? – Można się spodziewać, że w sytuacji kiedy te niższe pożyczki znikną, to osobom, które dotychczas z nich korzystały, zostanie szara strefa, w żaden sposób nieregulowana. Druga opcja to rezygnacja z pożyczania pieniędzy w ogóle. Ale to też może mieć swoje konsekwencje, takie, że osoby te przestaną regulować inne zobowiązania, np. nie zapłacą rachunków – mówi Skuz.

– Na rynkach, gdzie wprowadzono podobne regulacje, tylko niewielka grupa zrezygnowała z zaciągania pożyczek. One brane są na podstawowe potrzeby, a tych żadna regulacja nie zlikwiduje. Podstawowe kierunki migracji to lombardy i szara strefa. W pismach do Ministerstwa Finansów wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na to, że lombardy nie zostały w żaden sposób uregulowane, a powinno być to pierwsze miejsce, gdzie należałoby chronić konsumenta – mówi Marek Bosak.

 
Jeśli firmy wycofają pożyczki, to biznes zejdzie do szarej strefy

Firmy pożyczkowe działające w internecie są dość ostrożne w dobieraniu klientów. W przypadku tych nowych każda informacja negatywna z Krajowego Rejestru Długów z reguły uniemożliwia zaciągnięcie pożyczki. Duża część klientów takich firm to niekoniecznie osoby w trudnej sytuacji finansowej – to mogą być młodzi, dobrze wykształceni ludzie, którzy nie mają co liczyć na kredyt z banku, bo np. nie mają stałej umowy o pracę. Z kolei w firmach działających tradycyjną metodą, przez sieć agentów, posiadanie innych długów zazwyczaj nie wyklucza udzielenia pożyczki. Bo agenci działający lokalnie i często osobiście znający klienta, docierając do jego domu, mogą zebrać dużo dodatkowych informacji i dobrze znają wszelkie niuanse. Jeśli miałoby dojść do wykluczenia z powodu obostrzeń w działalności firm pożyczkowych, to prawdopodobnie ta grupa byłaby poszkodowana w pierwszej kolejności.

Większość pożyczkodawców, oprócz korzystania z własnych baz danych, posiłkuje się informacją zewnętrzną. Co ich interesuje? Nie ma jednego wzoru. Część firm pożyczkowych uznaje np. za wrażliwą informację, czy ktoś zalega z alimentami, czy nie. Dla nich to ważne, bo w razie windykacji sądowej tego typu roszczenia mają pierwszeństwo przed ich wierzytelnościami. Są też takie firmy, które zwracają uwagę na liczbę wierzycieli. Jeden dług to jeszcze nie tragedia. Jeśli jednak wierzycieli jest wielu, to dla sprawdzających jest to sygnał, że coś jest nie tak, że dług nie powstał przypadkiem. Czerwone światło pojawi się również dla dłużników, którzy nie spłacili swoich zobowiązań mimo przeprowadzonego postępowania sądowego i wystawionych sądownie nakazów zapłaty. Tu wyraźnie rośnie ryzyko bezpowrotnej utraty środków. Wzrasta także obawa przed oszustwem.

Firmy pożyczkowe sprawdzają również, czy ktoś płaci za prąd. Zaległości z tego tytułu mogą wykluczyć taką osobę z grona potencjalnych klientów. Prąd to podstawa egzystencji każdej rodziny, jeśli ktoś za niego nie płaci, to znaczy, że z jego finansami jest naprawdę źle.

Firmy pożyczkowe wchodzą w raty. Koniec chwilówek?

Chwilówki mogą zniknąć wkrótce z rynku. To efekt ewolucji oferty instytucji pożyczkowych oraz planowanych zmian w prawie.

Vivus, największa na polskim rynku firma specjalizująca się w udzielaniu krótkoterminowych pożyczek gotówkowych w internecie, rozszerzyła działalność o produkty ratalne. Od kilku tygodni pod marką Zaplo oferuje pożyczki na kwotę do 7 tys. zł i z okresem spłaty wynoszącym maksymalnie rok.

Dotychczas Vivus udzielał chwilówek na miesiąc i do kwoty 3,5 tys. zł. W ten sposób instytucja ta dołączyła do grupy firm, które wyrosły na pożyczkach krótkoterminowych, a teraz wchodzą w segment, w którym operował dotąd największy niebankowy pożyczkodawca w Polsce, czyli firmy Provident.

Pierwszym podmiotem na rynku, który rozpoczął ten trend, była spółka SMS Kredyt. W grudniu ubiegłego roku rozpoczęła udzielanie pożyczek ratalnych w kwocie do 7 tys. zł i okresem spłaty wynoszącym 3 lata. Podobną drogę obrała firma Kredito24.

– Wychodzimy z sektora typowych chwilówek udzielanych na 30 dni do 2 tys. zł, wprowadzając produkt Zaimo.pl, czyli pożyczki ratalne do 6 tys. zł i na 12 miesięcy – mówi Katarzyna Małolepszy, menedżer w Kredito24.pl.

W tę tendencję wpisują się również działania innego rynkowego potentata – Wongi.

– Wydłużyliśmy już termin spłaty pożyczki do 60 dni. Nie wykluczamy, że w przyszłości w naszej ofercie pojawi się także produkt ratalny – powiedział Marcin Borowiecki, dyrektor zarządzający Wonga.com w Polsce.

Skąd takie działania firm pożyczkowych, tłumaczy Loukas Notopoulos, szef Vivusa.

– O rozszerzeniu działalności zdecydowało kilka czynników, w tym sugestie klientów, którzy chcą pożyczać większe kwoty i spłacać je w ratach – wywodzi przedstawiciel Vivusa.

Podobnej argumentacji używa przedstawicielka Kredito24.pl. – Notowaliśmy dużą liczbę zapytań o spłatę ratalną ze strony klientów potrzebujących wyższych kwot pożyczek. Rozwiązanie takie daje dostęp do większego finansowania bez wpadania w pętlę zadłużenia np. poprzez zaciąganie kilku pożyczek w wielu firmach jednocześnie – wyjaśnia Katarzyna Małolepszy.

Ale na decyzje firm pożyczkowych rozszerzających ofertę o produkty ratalne wpływ mają również planowane zmiany w prawie. – Trwają prace nad ustawą, która regulować będzie działalność firm pożyczkowych. Jeżeli zostanie przyjęta w kształcie, jaki proponuje Ministerstwo Finansów, opłacalność udzielania pożyczek na najmniejsze kwoty i krótkie okresy spłaty znacznie się zmniejszy. Dlatego staramy się szukać nowych ścieżek rozwoju naszego biznesu – nie ukrywa przedstawiciel Vivusa.

Chodzi o projekt zmian ustawy o nadzorze oraz prawa bankowego, do którego założenia, przygotowane przez resort finansów, zostały przyjęte w kwietniu tego roku. Resort proponuje w nim nałożenie limitu na koszty pożyczek inne niż odsetki. Miałyby one wynosić jednorazowo 25 proc. i 30 proc. w skali roku, proporcjonalnie do okresu, na jaki pożyczka jest udzielana.

Dodatkowo obowiązywać miałby limit 100 proc. kosztów pozaodsetkowych, którego nie można będzie przekroczyć niezależnie od okresu spłaty pożyczki. MF proponuje także, by w sytuacji, gdyby w ciągu trzech miesięcy klient ubiegał się o kolejną pożyczkę w tej samej firmie, z której usług już korzystał, koszty obu pożyczek mieściły się w jednym limicie. Ustawa ma szansę wejść w życie jeszcze w tym roku.

– Przepisy te będą miały jeden podstawowy skutek dla rynku: praktycznie wyeliminują pożyczki na najmniejsze kwoty, zaciągane na kilka dni czy tygodni – uważa Łukasz Gębski, specjalista ze Szkoły Głównej Handlowej.

Na razie na zachodzące zmiany na rynku ze spokojem patrzą przedstawiciele firmy Provident, bo uważają, że nowa konkurencja w segmencie pożyczek ratalnych będzie walczyć o inną grupę docelową.
– Nasi klienci doceniają kontakt osobisty, a my pracujemy na bieżąco nad udoskonalaniem oferty produktowej, siłą marki oraz zwiększeniem dostępności produktów – zapowiada Katarzyna Jóźwik, członek zarządu Providenta.

Pod względem ceny pożyczek nowi gracze na rynku ratalnym mogą jednak z tą firmą konkurować. Pożyczając od Providenta 7 tys. zł na 60 tygodni i wybierając opcję obsługi w domu, trzeba będzie mu oddać ponad 13,7 tys. zł. Zaciągając pożyczkę tej samej wysokości w Zaplo.pl z rocznym okresem spłaty (firma nie pozwala na razie pożyczać na dłużej), trzeba będzie oddać ponad 11,1 tys. zł.

Firmy pożyczkowe łowią klientów na promocje

Nawet 1,4 tys. zł na miesiąc można pożyczyć za darmo w niektórych firmach pożyczkowych. To sposób na złapanie klienta i zarabianie na kosztownym przedłużaniu terminów spłaty – oceniają konkurenci z branży.

Na rynku działa kilka firm pożyczkowych, najczęściej funkcjonujących w internecie, które oferują pierwszą pożyczkę za darmo. Jako pierwszy tę metodę promocji zastosował Vivus – i to właśnie ta firma ogłosiła ostatnio, że zwiększa limit darmowej pożyczki do 1,4 tys. zł. Pieniądze bez kosztów można też pożyczyć na miesiąc na przykład w Net Credit (do 1 tys. zł), Filarum (do 500 zł) czy w OK Money (maksymalnie 500 zł). 2 tys. zł można dostać w Kredito24, ale pożyczka jest darmowa, jeśli zostanie spłacona w ciągu tygodnia.

– Wystartowaliśmy z promocją darmowej pożyczki, żeby spopularyzować możliwość zaciągnięcia jej całkowicie online. Dodatkowo gdy wchodziliśmy na rynek, jego reputacja była bardzo zła, do czego przyczyniły się też działania niektórych graczy. Ludzie bali się pożyczania i nie wierzyli, że firma pożyczkowa może zaoferować wysoki standard obsługi i brak ukrytych kosztów – mówi Loukas Notopoulos, prezes Vivusa. Sposób sprawdzał się na tyle dobrze, że Vivus już trzykrotnie od początku swojej działalności podwyższał limit dla darmowej pożyczki.

Jednak konkurencja nie zostawia na tej metodzie suchej nitki. – Podwyższanie limitów na pierwszą darmową pożyczkę to chytry zabieg biznesowo-marketingowy, który z jednej strony powoduje zwiększone zainteresowanie ofertą, a z drugiej poprawia wynik biznesowy – mówi Jarosław Chęciński, dyrektor wykonawczy w Profi Credit. Jego zdaniem darmowa pożyczka to sposób na pozyskanie klienta, który z dużym prawdopodobieństwem nie będzie w stanie spłacić zaciągniętego zobowiązania w terminie. – W efekcie będzie zmuszony do skorzystania z płatnej opcji przedłużenia terminu spłaty lub rolowania długu kolejną wysoko oprocentowaną chwilówką – ocenia Chęciński. Bo przedłużenie spłaty pożyczek darmowe już nie jest. Przykładowo: w Net Credit wydłużenie o 7 dni terminu spłaty tysiączłotowej pożyczki kosztuje 223 zł. W Vivusie przy 1,4 tys. zł za tydzień opóźnienia trzeba zapłacić trochę ponad 137 zł.

Roman Jamiołkowski z Providenta wylicza, ile kosztowałby zwrot 1250 zł darmowej miesięcznej pożyczki po trzech miesiącach. Dlaczego po trzech? Jamiołkowski przytacza wyniki badań, jakie na zlecenie Federacji Konsumentów zrobiła firma ARC Rynek i Opinia. Ponad 72 proc. respondentów wskazało, że jest w stanie uzbierać taką kwotę przez dłużej niż trzy miesiące. Z tego wniosek, mówi przedstawiciel Providenta, że dopiero po tym terminie osoby te byłyby w stanie spłacić zaciągnięty dług.

– Przedłużenie spłaty pożyczki u jednej z większych na rynku firm udzielających chwilówek kosztuje 280 zł. Skoro klient potrzebuje statystycznie trzech miesięcy, żeby odłożyć taką kwotę, to w tym okresie za same przedłużenia zapłaci… 560 zł. Tylko wtedy odłoży 690 zł zamiast deklarowanych 1250 zł na spłatę zadłużenia. Zamiast odkładać trzy miesiące, będzie potrzebował już ponad pół roku i ostatecznie spłaci w sumie 3 tys. zł. A wszystko zaczęło się od 1250 zł, które za darmo miał zwrócić w 30 dni – wylicza Jamiołkowski.

Loukas Notopoulos odrzuca zarzuty konkurentów. Jak mówi, liczba osób, które skorzystały z przedłużenia terminu spłaty pożyczki darmowej, jest zbliżona do liczby tych, którzy przedłużali spłaty płatnych pożyczek. – To znaczy, że nie ma żadnych przesłanek sugerujących, że klienci korzystający z pierwszej darmowej pożyczki robią to nierozsądnie i nadmiernie się zadłużają – mówi Notopoulos. Prezes Vivusa uważa też, że przykład z badań jest nietrafiony – bo raczej dotyczy klientów, którzy biorą pożyczki ratalne. – Naszymi klientami są zazwyczaj osoby, które potrzebują krótkoterminowej płynności. Wiedzą, że kwotę potrzebną do spłaty będą miały za tydzień, dwa albo miesiąc – wyjaśnia prezes Vivusa.

Taki model, czyli przyciągnięcie klienta darmową ofertą, jest dozwolony prawnie. Tyle że skuszony klient zawiera zazwyczaj coś w rodzaju umowy ramowej, w ramach której tylko pierwsza pożyczka jest za darmo, następne są obciążane standardowymi kosztami. Co prawda nie ma obowiązku zaciągać kolejnych, ale jest to z jego punktu widzenia łatwiejsze, bo ma już kontakt z danym przedsiębiorcą i przeszedł proces weryfikacji. Problem zaczyna się wówczas, gdy klient musi zaciągnąć kolejne zobowiązanie, bo nie jest w stanie spłacić pierwszej, darmowej pożyczki na czas. Wtedy przestaje ona być darmowa, bo dochodzą opłaty za przedłużenie terminu spłaty lub wysokie koszty windykacyjne. Skarg od osób, które dały się na to złapać, nie jest wiele, ale mamy takie sygnały z rynku.

Istotne jest, aby konsumenci mieli świadomość, że tak naprawdę nie zawierają zwykle umowy pojedynczej pożyczki, tylko wiążą się z pożyczkodawcą na dłużej. Konsument musi zdawać sobie sprawę, że w przypadku problemów ze spłatą darmowa pożyczka w istocie może się okazać bardzo droga.

Firmy pożyczkowe często nie informują należycie potencjalnych klientów o tych niuansach. Patrząc na to, jak firmy komunikują się z konsumentami przez reklamę, widać, że główny nacisk kładzie się na to, że pożyczka jest darmowa.

Prawdopodobieństwo, że konsument, biorąc na przykład 1000 zł pożyczki na miesiąc, nie będzie w stanie jej spłacić, jest spore. Pożyczkodawcy co prawda zapewniają, że solidnie weryfikują zdolność kredytową swoich klientów, ale faktem jest, że o pożyczki krótkoterminowe zwracają się często osoby w trudnej sytuacji, które mają problemy z płynnością finansową. Jeśli ktoś musi zaciągnąć pożyczkę na tak krótki okres, to zazwyczaj robi to, by sfinansować podstawowe potrzeby życiowe, a nie wydatki, bez których można się obejść. Ryzyko, że wpadnie w pętlę zadłużenia, jest bardzo duże.

Przy tzw. pożyczkach darmowych konsument powinien dokładnie sprawdzić, jakie są sankcje za zwłokę w spłacie. Powinien odpowiedzieć sobie, czy jest w stanie spłacić pożyczkę w terminie i czy rzeczywiście nie jest w stanie obejść się bez zaciągania długu. Trzeba pamiętać, że opłaty windykacyjne często są bardzo wysokie. Jeżeli monity wzywające do spłaty kosztują 50 zł – co nie jest rzadkością – a SMS-y przypominające są po 10 zł, to wystarczy kilka takich działań windykacyjnych i może się okazać, że dodatkowe koszty będą w krótkim czasie stanowić równowartość nawet połowy pierwotnej kwoty.

Planujesz wziąć pożyczkę? Firma może ocenić twoją zdolność kredytową na podstawie profilu na Facebook.

Kredito24, firma udzielająca pożyczek online, ocenia zdolność kredytową składających wnioski, badając ich profile na Facebooku.

Katarzyna Małolepszy, menedżer w Kredito24.pl, zastrzega: spółka wykorzystuje tylko dostępne dane. Są to statusy, komentarze i grupy dyskusyjne wnioskodawcy. System bada interakcje użytkownika, jego zainteresowania, sprawdza, jaką ma sieć znajomych. Wszystko po to, by stworzyć portret klienta i zestawić go z informacjami podanymi we wniosku. Jeśli coś się nie zgadza – np. dane lokalizacyjne, informacje o zatrudnieniu – może to być sygnał, że ktoś próbuje wyłudzić pożyczkę albo wniosek złożyła osoba podszywająca się pod kogoś.

W praktyce wygląda to tak: składając o pożyczkę z Kredito24, klient zezwala na dostęp do swojego profilu. Weryfikacji dokonuje automat. Analizuje nie tylko to, co znajdzie na Facebooku, bada też ok. 8 tys. różnych źródeł informacji, np. pliki cookies z portali zakupowych czy powiązania w sieci Linkedln.

Taki sposób sprawdzania wiarygodności klientów – w oparciu o technologię Big Data – to na naszym rynku pożyczek pozabankowych rzadkość. Bezpośredni konkurenci Kredito24 deklarują, że nie wykorzystują portali społecznościowych do prześwietlania klientów.

– Facebook może być dodatkowym źródłem informacji, ale nie podstawową zmienną przy podejmowaniu decyzji kredytowej – ocenia Marcin Borowiecki, dyrektor zarządzający w polskim oddziale Wonga, i zastrzega, że jego firma klientów na FB nie sprawdza. – Na polskim rynku jest dużo więcej bardziej miarodajnych baz danych, jak choćby Biuro Informacji Kredytowej. Zastanawiamy się nad dołączeniem publicznych danych z mediów społecznościowych do tego zbioru, ale nie jest to teraz nasz priorytet – dodaje.

W skuteczność sprawdzania klientów na Facebooku wątpi też Loukas Notopoulos, prezes firmy Vivus. – Śledzimy rozwiązania z obszaru Big Data i dotychczas nie zdecydowaliśmy się na wdrożenie żadnego z nich. Od strony analizy ryzyka nie ma twardych danych pokazujących, jak mielibyśmy w modelu scoringowym interpretować dostarczone informacje – mówi Notopoulos.

Z daleka od techniki Big Data trzymają się firmy, które udzielają pożyczek w tradycyjny sposób, czyli przez sieć agentów. W tym lider rynku Provident. – Na portalach społecznościowych Polacy publikują bardzo różne informacje. W naszej ocenie analiza danych z takich źródeł wiąże się potencjalnie z pozyskiwaniem siłą rzeczy danych wrażliwych, np. takich jak informacje o nałogach, kwestii religijności czy stanie zdrowia. Takich danych przetwarzać nie możemy i nie chcemy – mówi Marcin Żuchowski, członek zarządu ds. ryzyka kredytowego w Providencie.

Jarosław Chęciński, dyrektor zarządzający Profi Credit, dodaje, że w przypadku jego firmy stosowanie Big Data byłoby bezcelowe ze względu na profil klienta: prawie 40 proc. z nich to emeryci i renciści, mało aktywni w internecie.

Nowość! Pożyczka Od Citi !!!
Szybka Pożyczka Bez BIK
Rzeczywista roczna stopa oprocentowania: Oprocentowanie pożyczek to od 8,5 % do 18,95 %. Oprocentowanie jest zmienne i zależy od wysokości pożyczki, oraz okresu na jaki została wzięta pożyczka. Kwoty pożyczek i ich koszt całkowity w opcji spłaty rat przelewem, zaciągniętych na okres 12 miesięcy: Kwota: 1000 zł / Do spłaty: 1325,54 zł / Rata: 110,46 zł Kwota: 2000 zł / Do spłaty: 2651,08 zł / Rata: 220,92 zł Jeśli potrzebujesz szybkiej gotówki bez zbędnych formalności, to właśnie dla Ciebie jest nasza oferta. Nasi przedstawiciele udzielą Państwu telefonicznie odpowiedzi na każde pytanie i przedstawią szczegółową ofertę. Bezpłatnie i niezobowiązująco.
Konsekwencje opóźnień oraz braku płatności rat: Dla osób korzystających z obsługi domowej wskazany jest kontakt się ze swoim przedstawicielem, który opracuje i uzgodni plan rozwiązania problemu. W przypadku pożyczki bez obsługi domowej (tzn. spłacanej przelewem na nasze konto), w razie niespłacenia raty w terminie, zostanie naliczona opłata za opóźnienie w wysokości maksymalnie 15 zł za każdy dodatkowy kontakt telefoniczny lub wysłany list. Ta opłata odzwierciedla rzeczywisty koszt, jaki musi firma ponieść, gdy klient spóźni się ze spłatą. Jeśli opóźnienie w spłacie przekroczy 30 dni i pożyczkobiorca nie skontaktuje się z nami do tego momentu, zawarta umowa zostaje wypowiedziana w celu odzyskania wierzytelności.
Procedura windykacyjna:                                         W razie braku możliwości płatności w pierwszej kolejności skontaktuj się z Swoim Przedstawicielem, który opracuje i uzgodni plan rozwiązania problemu Procedury windykacyjne są następujące: w przypadku niespłacenia odpowiedniej ilości rat (12) sprawa trafia do działu windykacji, następuje kontakt w sprawie spłaty pożyczki. W przypadku dalszego niespłacenia raty postępowanie odbywa się zgodnie z zapisami polskiego prawa zatem występuje wezwanie do zapłaty, w ostateczności sprawa trafia do sądu.
Szukasz Kredytu Bez BIK,BIG,KRD ?

Twoje imię (wymagane)

Twoje nazwisko (wymagane)

Twój e-mail (wymagane)

Telefon (wymagane)

PESEL (wymagane)

Kod pocztowy (wymagane)

Miejscowość (wymagane)

Kwota kredytu (wymagane)

 
Wyrażam zgodę na przetwarzanie
moich danych osobowych na zasadach
określonych w Regulaminie.

 

Zasady dotyczące przedłużenia pożyczki: Warunkiem przedłużenia jest spłata odsetek, składki ubezpieczeniowej i prowizji za przedłużenie okresu spłaty pożyczki. Pożyczka nie odnawia się automatycznie. Aby odnowić pożyczkę należy zgłosić zapytanie miesiąc przed spłatą ostatniej raty. Odnowienie pożyczki jest możliwe tylko wtedy gdy pierwsza pożyczka była spłacana w terminie.
Wpływ pożyczki na zdolność kredytową:       Określanie zdolności kredytowej Klienta opiera się głównie na analizie dochodów Klienta. Istotną rolę odgrywają również czynniki, takie jak: podjęte wcześniej zobowiązania oraz historia kredytowa Klienta. Jeżeli raty kredytowe nie są spłacane w sposób regularny, Użytkownikowi grozi utrata pozytywnej historii kredytowej, a co za tym idzie, mogą pojawić się negatywne wpisy w BIK.
Szybka Pożyczka Firmowa
Kredyt Gotówkowy Do 150 tyś
Pożyczka Gotówkowa Do 10 tyś
Kredyt Bez Baz Do 25 000 tyś zł
NOWE